Magnificencjo! Szanowne Panie! Szanowni Panowie!
Przede wszystkim chciałbym przekazać pozdrowienia i życzenia owocnych
obrad od Pani Heleny Miziniak, prezydenta Europejskiej Unii Wspólnot
Polonijnych.
Sprawy zawarte w tym referacie konferowałem z przedstawicielami Polonii
w krajach Europy Zachodniej - od Finlandii na północnym wschodzie po
Hiszpanię na południowym zachodzie naszego kontynentu.
Postaram się przedstawić oczekiwania Polonii w krajach Europy Zachodniej
w stosunku do Polski, gdyż zdaję sobie sprawę, iż oczekiwania Polonii i
Polaków ze Wschodu różnią się diametralnie od naszych. Niemniej jednak
Polacy z Zachodu oczekują także, że Polska będzie dla naszych rodaków ze
Wschodu bardziej Matką niż Macochą.
Różne opracowania mniej lub bardziej naukowe oceniają liczbę Polaków
zamieszkałych za granicą na 19 milionów. Na tej podstawie można
powiedzieć, że co trzeci Polak mieszka poza granicami RP. Można by, więc
oczekiwać, że w polskich mediach co trzecia strona gazet, co trzecia
godzina programu radiowego czy telewizyjnego będzie im poświęcona. Tak
się jednak nie dzieje. Zainteresowanie mediów polskich Polonią jest
prawie, że zerowe. A jeśli już występuje to w atmosferze skandalu i
sensacji, czego przykładem był zeszłoroczny II Zjazd Polonii i Polaków z
zagranicy oraz kwietniowa debata polonijna w Senacie. Media rozpisywały
się szeroko na temat faktu medialnego czyli spotkania, którego nie było.
Spotkania dwóch osób: Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Pana
Edwarda Moskala i zasłużonego działacza, byłego dyrektora Radia Wolna
Europa Pana Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Setki innych osób z innych
krajów nie wzbudziły niestety żadnego zainteresowania.
Ktoś mógłby tu jednak argumentować. Jak to przecież specjalnie dla Was
powstała TV Polonia, wydaje się pisma poświęcone Polonii. Prawda jednak
wygląda troszeczkę inaczej. Ilość programów poświęconych Polonii o
Polakom z zagranicy w TV Polonia ciągle maleje. Zlikwidowano "Przegląd
prasy polonijnej", który chyba najszerzej informował o działalności
organizacji polonijnych. W "Forum Polonijnym" stronę polonijną
reprezentują ciągle te same osoby, które i tak prawie że nie dopuszcza
się do głosu. Audycja ta powinna w zasadzie nazywać się "Forum
polityczno-urzędnicze", gdyż to właśnie polscy politycy i ministerialni
urzędnicy dominują tę audycję. Dzisiaj chyba tylko około 5% czasu
antenowego TV Polonia jest bezpośrednio poświęcone Polonii i Polakom z
zagranicy. Podobno nie ma pieniędzy na więcej. Dziwi nas indolencja
działu reklamy tej stacji, gdyż u nas też pije się coca colę, je
hamburgery z Mac Donaldsa, pierze w proszkach do prania, jeździ
samochodami, lata LOT-em. Czy ktoś widział reklamy tych firm w TV
Polonia? A może nie w tym rzecz. Może po prostu nikomu na tym nie
zależy, aby pokazać, że Polak (choć za granicą) potrafi? Może chodzi
tylko o to, by wziąć kapitał, jak to o Polonii pisano w "Trybunie" w
artykule "Kapitał do wzięcia" pod koniec zeszłego roku, i napchać sobie
kieszenie? Naprawdę nie wiem.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w czasopismach. Zlikwidowano biuletyn
"Wspólnoty Polskiej", bo ponoć za mało pisał o Senacie. Inne pisma,
rzekomo polonijne, mają wyraźny profil polityczny i starają się promować
poszczególne partie polityczne.
Zainteresowanie nami sił politycznych ma tylko i wyłącznie charakter
przedmiotowy. Kto przy zdrowych zmysłach uchwalił w swoim czasie, że
Polacy za granicą mogą tylko głosować w pierwszej turze wyborów
prezydenckich? Albo ma się prawa obywatelskie, albo się ich nie ma. Nie
można ich mieć częściowo, tak jak nie można być częściowo w ciąży. Po
przełomie w 1989 roku, czekaliśmy aż 13 lat, aby głosy Polonii i Polaków
z zagranicy rozbrzmiały na sali Senatu RP. Przez 13 lat decydowano o nas
bez nas. Wielu z nas przez te 13 lat oczekiwało, że nabyta przez nas
wiedza w krajach o długoletniej tradycji demokratycznej może służyć
Polsce. Mimo naszych wielokrotnych prób nawiązania kontaktu, żaden z
rządów RP nie zainteresował się naszą wiedzą, nikt nie był
zainteresowany naszymi doświadczeniami. Widocznie polscy politycy
wszystko wiedzą najlepiej.
Potrzeba było dopiero katastrofy, klęski żywiołowej, jak np. powódź z
1997 roku, aby przypominano sobie o Polonii. Niezrażona mimo wszystko
Polonia stanęła wtedy na wysokości zadania, śląc wszystko co w takiej
sytuacji potrzebne. Takie przedmiotowe traktowanie Polonii to spadek po
PRL-u, którego ani prawica, ani lewica do tej pory nie odrzuciła.
W czym moim zdaniem Polonia i Polacy zagranicą mogą przede wszystkim
Polsce pomóc? Na pierwszym miejscu wymienię szeroko rozumianą promocję
Polski w świecie. Teoretycznie istnieją w Polsce specjalne urzędy,
departamenty w ministerstwach, służby dyplomatyczne, które się tym
zajmują. Z jakim skutkiem? A no właśnie. Raczej znikomym. I to mimo
olbrzymich środków wydawanych na te cele. No, bo najpierw trzeba tym
ludziom wypłacić niezłe jak na warunki Polskie pensje, opłacić podróże,
hotele, diety. A dopiero za resztę środków robi się jakąś imprezę
promującą Polskę wśród ?znajomych króliczka?. Zaprasza się na takie
imprezy osoby z list dawno już ustalonych, osoby, które już od dawna są
do Polski przekonane (w tym też przedstawicieli Polonii), których na
dobrą sprawę przekonywać nie trzeba.
Natomiast Polonia i Polacy zagranicą teoretycznie nic nie kosztują, a
mogliby przy stosunkowo niewielkim nakładzie środków dotrzeć do tak
zwanych "szerokich mas" krajów swego osiedlenia. Żeby nie być
gołosłownym, dam tutaj konkretny przykład z Danii. Federacja "Polonia",
której przewodniczę, zdobyła prawa autorskie na tłumaczenie "Pana
Tadeusza" na język duński. Tłumaczenie uważane przez specjalistów za
najlepsze tłumaczenie eposu Mickiewicza na jakikolwiek język. I co? I
nic. Polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nie było
zainteresowane, bo Dania nie była w ich harmonogramie promocji. Poza tym
taki projekt nie zapewniał prawdopodobnie ani wyjazdów, ani diet dla
zainteresowanych urzędników. Instytut Literatury daje tylko pieniądze na
tłumaczenia. A tutaj tłumaczenie nic nie kosztowało. Chcieliśmy, aby
"Pan Tadeusz" w języku duńskim został wydrukowany w Polsce, tak, że
ewentualna dotacja nie opuściłaby granic RP. Jednak od blisko trzech lat
nie możemy znaleźć nikogo, kto mógłby sfinansować to wydanie. Promocja
Polski w Danii, jakim moim zdaniem byłoby wydanie tej pozycji, nikogo
tutaj w Polsce nie interesuje.
Podobny pomysł na promocję Polski w Danii to projekt wydania płyty CD z
polskimi kolędami w języku duńskim. Kolędy są już przetłumaczone. I
znowu nikt w Polsce nie jest tym zainteresowany.
Ambasady RP w poszczególnych krajach starają się z lepszym lub gorszym
skutkiem za mniejsze lub większe pieniądze promować polską kulturę wśród
tubylców. Jest to na pewno bardzo ważne, ale krzewienie tejże kultury w
kręgach polonijnych spada na organizacje polonijne i nikogo w Polsce
głowa z tego powodu nie boli. Nie otrzymujemy żadnej oferty kulturalnej,
nawet w tych nielicznych krajach, gdzie istnieją Instytuty Polskie
relacje między nimi a Polonią nie układają się najlepiej. Musimy radzić
sobie sami. Podobnie jest z oświatą polonijną, opieką nad młodymi
pokoleniami Polaków, nad dziećmi i młodzieżą polskiego pochodzenia,
które w coraz to większym stopniu ulegają wynarodowieniu. A to one mogą
za kilka lat stanowić trzon i sól Polonii, one mogą w przyszłości być
prawdziwymi Ambasadorami Polski w świecie. Istnieje tutaj potrzeba
stworzenia wymiernego, konkretnego programu oświatowego np. przy
Ministerstwie Edukacji Narodowej (bo my też jesteśmy częścią tego
Narodu). Przy Ambasadach istnieją tzw. Punkty Konsultacyjne zajmujące
się głównie losem edukacyjnym dzieci dyplomatów a ignorujące potrzeby
tysięcy dzieci polonijnych. A więc i na tym polu oczekujemy
uwrażliwienia i uaktywnienia zarówno MEN-u jak i MSZ-u. (szkoda, że Pana
Ministra Cimoszewicza nie ma w tej chwili na sali).
Potrzebą chwili jest promocja Polski w krajach Unii Europejskiej. Być
może już w przyszłym roku kraje te ratyfikować będą uchwałę Unii o
wejściu Polski do tej organizacji. Wydaje nam się, że w procesie
integracji Polski z Unią Polonia może wiele zdziałać. I to zarówno w
krajach swojego zamieszkania jak i w Polsce. Przecież to my możemy
polskiemu społeczeństwu szczerze powiedzieć jak to w tej Unii jest.
Możemy dzielić się naszymi przeżyciami i doświadczeniami, możemy
uczestniczyć w kampanii informacyjnej przed referendum, które
ostatecznie zadecyduje, czy Polacy wstąpią do Unii czy nie. My możemy
powiedzieć czy np. Niemcy masowo wykupują ziemię w Danii, a jeśli nie,
to dlaczego. My możemy powiedzieć czy np. Szwecję zalała masa biednych
Greków i Portugalczyków? Takie deklaracje składaliśmy wielokrotnie
zarówno rządowi Jerzego Buzka jak i Leszka Millera. I co? I nic, rządy
te poza kilkoma kurtuazyjnymi słowami pod naszym adresem nie zrobiły
nic, aby ten nasz potencjał wykorzystać.
Po raz kolejny należy też przypomnieć nie załatwione dotąd sprawy ustawy
o obywatelstwie polskim i o Karcie Polaka. Mimo wieloletniej debaty nie
wygląda niestety na to, żeby obecny Sejm chciał doprowadzić te sprawy do
końca.
To, czego nam naprawdę potrzeba to prawdziwych partnerów z polskiej
strony, którzy działać będą dla nieco wyższych celów niż ich własny
interes. Którzy tak jak my poświęcą własny czas i środki dla naszego
wspólnego dobra, dla dobra Polski. Mieszkając zagranicą nie mamy dostępu
do takich partnerów, a oficjalne kanały nie pomagają nam w ich
znalezieniu.
Wnioski tego referatu umieściłem w pięciu następujących punktach:
1. Przede wszystkim nie przeszkadzać
2. Pozwólcie sobie pomóc
3. Traktujcie nas podmiotowo
4. Bądźcie dla nas partnerami
5. Nic o nas bez nas
Tyle tylko, a może aż tyle, Polonia i Polacy z zagranicy oczekują od
Polski.