Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Drodzy Rodacy!
Polacy na Białorusi byli zawsze w sytuacji szczególnej, zarówno
za czasów sowieckich, jak i dzisiaj - wiemy o tym - a to ze
względu na rządy, które istnieją w tym państwie. I w związku z
tym zainicjowanie przez Senat tej dyskusji senackiej i
zaproszenie prezesów Polonii z krajów Zachodu i Wschodu jest
niezmiernie ważne dla nas, dla przedstawienia naszych propozycji
dotyczącej polityki wspierania polskości na tych ziemiach.
Na Białorusi pozostali Polacy, bo - jak wiemy - została
przesunięta granica. I tak na Białorusi jest największa dzisiaj
polska mniejszość na Wschodzie - oficjalnie jest to ponoć
czterysta tysięcy osób, a my liczymy, że jest to gdzieś około
dwóch milionów. I jak na dwumilionowy kraj, to jest to bardzo
dużo, tym bardziej że jest to ludność, która zamieszkuje zwarcie
te tereny gdzieś od Grodna po Wilno i Wileńszczyznę historyczną
i Brasław na północy, a więc kresy północno-wschodnie Polski
dowojennej.
Tamtejsza sytuacja była specyficzna, związana z tym, że po roku
1948 zostało zlikwidowane polskie szkolnictwo, a dwa pokolenia
praktycznie były pozbawione nauczania mowy ojczystej. To w
znacznym stopniu podziałało na świadomość Polaków. Odrodzenie
zaczęło się tam w końcu lat osiemdziesiątych i w znacznym
stopniu był to nie tylko zryw patriotyczny tamtejszej ludności
polskiej, ale także efekt pomocy Macierzy, a więc Senatu i
"Wspólnoty Polskiej".
Chcę tutaj złożyć podziękowania przewodniczącemu "Wspólnoty
Polskiej", panu Andrzejowi Stelmachowskiemu, który zawsze
popierał naszą działalność, Fundacji "Pomoc Polakom na
Wschodzie", Towarzystwu Przyjaciół Ziemi Grodzieńskiej,
Wileńskiej, organizacjom kombatanckim itd. Bez tego poparcia
nasza działalność oczywiście by się nie udała. Zawsze ściśle
współpracowaliśmy z konsulatami w Grodnie, w Brześciu, w Mińsku
- te placówki naprawdę nam dużo pomagały. Inna rzecz, że są też
pewne problemy, na przykład Ambasada w Mińsku kazała nam przez
ostatnie lata jednać się z białoruską nacjonalistyczną opozycją,
no ale to już jakby inna historia.
Uważamy, że przez te ponad dziesięć lat naszej działalności na
Białorusi zmieniła się w znacznym stopniu sytuacja polityczna i
ekonomiczna. Zaczęła się też zmiana pokoleń. I powiem, że w tej
sytuacji są potrzebne zmiany w naszej działalności. Bo
faktycznie, Polacy na Białorusi stali się, jak uważamy,
zakładnikami tego braku oficjalnych stosunków
polsko-białoruskich, co w znacznym stopniu utrudnia naszą
działalność. Wiemy, jaki jest reżim na Białorusi, ale uważamy,
że takie kontakty nie na wyższym, ale na jakimś pośrednim
szczeblu, szczeblu ministrów, są bardzo potrzebne. Przykładem
mogą służyć Litwini, a Litwa. I tak na przykład powiat
ostrowiecki na historycznej Wileńszczyźnie - ten powiat po
wojnie był przepisany, a przed wojną był całkowicie polski,
teraz oficjalnie jest około 15% polskiej mniejszości w tym
rejonie, a około 3,5% to Litwini - gdzie Polacy mają tylko parę
klas z nauką języka polskiego w różnych formach, a więc jako
przedmiotu, na kółkach, fakultetach itd., Litwini zaś mają dwie
szkoły litewskie i Centrum Kultury Litewskiej. Na otwarciu tego
centrum była nasza delegacja związku, byliśmy zaproszeni, a ze
strony litewskiej byli ministrowie, pani Prunskiene - pierwszy
premier niepodległej Litwy, z białoruskiej zaś strony byli
wysocy urzędnicy. Tak że trzeba spotykać się, rozmawiać.
Uważamy, że dobry krok zrobiony został przez wojewodę
podlaskiego Strzelińskiego, który będąc niedawno w Grodnie, a
także - w związku ze sprawami gospodarczymi - w naszym związku,
podnosił te sprawy przed władzami obwodowymi na
Grodzieńszczyźnie, gdzie oficjalnie jest 20% Polaków.
Uważamy, że zmiany, które nas dotyczą, muszą być związane przede
wszystkim z sytuacją prawną. Dużo mówiono o tym tutaj, zresztą
mówiono o tym przez lata. To może być Karta Polaka, to może być
podwójne obywatelstwo. My zawsze oświadczaliśmy, że nie mamy
pretensji do pełnych socjalnych osłon, bo chcemy, żeby nasza
młodzież zostawała na miejscu, na Białorusi. Ja nie rozumiem
więc tych obaw w Polsce, że zacznie się masowa emigracja itd. Z
Białorusi takiej emigracji nie będzie. Większość ludzi chce mieć
tę Kartę Polaka po prostu jako pewne moralne zadośćuczynienie za
utratę obywatelstwa, za to, że walczyli o polskość po wojnie
itd. Byłaby to w znacznym stopniu zmiana naszej sytuacji
prawnej, ale także zmiana atrakcyjności Polaków - to już się
zaczęło dzięki reformom w Polsce. Musimy wiedzieć, że tam, na
Wschodzie, Polska jest ujmowana jako Zachód. I dzięki zmianie
tej sytuacji prawnej, poprzez znaczną pomoc... Ale my nie tylko
w przeszłości walczyliśmy o polskość. Polacy na Białorusi,
przeważnie biedni ludzie, są ofiarni i teraz - w czasie
ostatniej akcji pomocy powodzianom w Polsce zebraliśmy 9 tysięcy
dolarów. W wypadku tych biednych ludzi to była naprawdę duża
ofiarność.
A więc uważamy, że musi zmienić się cały charakter pomocy, bo
cały czas nawet w Polsce słychać głosy, że my tylko prosimy o
pieniądze. A my chcemy zarabiać! I potrafimy zarabiać! Nawet w
mniemaniu białoruskich władz Polacy są ludźmi zaradnymi,
umiejącymi pracować. Mam bardzo charakterystyczny przykład: na
Białorusi są jeszcze kołchozy, no i takie kołchozy na
Grodzieńszczyźnie mają na przykład zbiory zbożowe średnio dwa,
trzy razy większe niż na wschodzie Białorusi. Bo inny jest tam
stosunek do pracy, inna organizacja, inne poczucie
odpowiedzialności! Uważamy też, że wejście tam polskich firm
polonijnych - a naprawdę w tym biednym kraju nie potrzeba dużych
pieniędzy - zmieniłoby sytuację, pomogłoby nam stworzyć inny
wizerunek Polaka. Nie taki, jaki próbują wytworzyć władza i
nacjonalistyczna białoruska opozycja, mówiący, że Polacy to
tylko zacofani kołchoźnicy. Nam chodzi o to, by Polacy to byli i
naukowcy, i biznesmeni, ludzie zaradni. I żeby to przyciągało do
polskości młodzież.
Chcemy pewnych zmian także w pomocy dla odrodzenia naszej
oświaty. Jesteśmy wdzięczni, że udało się nam, właśnie w
znacznym stopniu dzięki pomocy Polski, zbudować dwie polskie
szkoły: w Grodnie i w Wołkowysku. Języka polskiego nauczanego w
różnych formach uczy się teraz ponad dwadzieścia dwa tysiące
dzieci. To mało, ale jeżeli przypomnimy, że zaczynaliśmy od
zera, to wtedy okaże się, że są to już pewne oczywiste
osiągnięcia. Sądzimy też, że musi być polsko-białoruska umowa,
umowa ministerstw edukacji, bo są pewne przeszkody w zapraszaniu
nauczycieli z Polski - i w zeszłym, i w tym roku były problemy z
zaproszeniem nauczycieli, z wizami itd.
Za najważniejsze jednak uważam to, że musi być zmiana w systemie
stypendialnym, bo większość młodzieży, która studiowała w
Polsce, nie wróciła na Białoruś. I trudno się dziwić, gdy
spojrzy się na warunki życia, gdy uwzględni się brak pracy na
Białorusi, ale także to, że nie zawsze są uznawane dyplomy
polskich uczelni. Większość stypendiów zaczęły przyznawać
"Wspólnota Polska" i Fundacja "Semper Polonia" w wysokości 15-20
dolarów miesięcznie. Są to stypendia na uczelniach białoruskich
przeznaczone dla młodzieży polskiej, która tam studiuje. Dzięki
temu możemy stworzyć inteligencję polską, na miejscu, bo tam
jest ona potrzebna. Uważam, że na początku może powstać wydział
polski na Państwowym Uniwersytecie w Grodnie - z czasem polski
uniwersytet - tym bardziej że jest oficjalna zgoda białoruskiego
MEN na stworzenie takiego wydziału na uniwersytecie
grodzieńskim. Potrzebujemy jednak oficjalnego wsparcia.
Pisaliśmy w tej sprawie do ambasadora, ale na razie nie
otrzymaliśmy odpowiedzi.
Uważamy także, że w większym stopniu musi być promowana kultura
polska poprzez zapraszanie polskich zespołów, chociaż to
kosztuje, ale na pewno w Polsce można jakoś rozwiązać ten
problem w drodze pewnych pertraktacji. Bo następuje ogólna
rusyfikacja Białorusi, często nawet przez rosyjską estradę,
która cały czas tam dominuje. Część senatorów, których tutaj
widzę, była na pewno w Grodnie, na grodzieńszczyźnie. Wiedzą
państwo, że powszechnie używanym językiem na Białorusi jest
rosyjski, białoruskiego faktycznie nie ma. Następuje więc jakby
dalsza rusyfikacja.
Chcemy także postawić tezę o potrzebie jedności polskich
organizacji w tym scentralizowanym kraju, jedności polskości. Bo
rozbicie związku nastąpiło w swoim czasie akurat - tak uważamy -
z winy Macierzy, strony polskiej. Potrzebne nam jest jedno
centrum kultury polskiej w Grodnie, co zgłaszaliśmy. W Grodnie
oficjalnie mieszka teraz siedemdziesiąt tysięcy Polaków, a
faktycznie gdzieś sto pięćdziesiąt tysięcy. To jest centrum
polskości. Dlatego zbudowanie na przykład dwóch siedzib
spowodowałoby rozbicie na zawsze polskiego środowiska.
Poważnym problemem, który zgłaszaliśmy niejednokrotnie, także na
II Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy, jest problem
stosunków z kościołem katolickim. Kościół, który zawsze był
ostoją polskości i który faktycznie przetrwał tam, gdzie byli
Polacy i odwrotnie, teraz w znacznym stopniu wstąpił na szlak
białorusizacji Polaków. Wprowadza się oficjalny język państwowy
w nabożeństwach i w katechizacji dzieci. Trudno powiedzieć, jaki
gwałt byłby w Polsce, gdyby kazano Niemcom, Białorusinom czy
Żydom modlić się po polsku, w języku państwowym. U nas się to
jednak wprowadza. Tymczasem w cerkwi prawosławnej pozostaje
język rosyjski i nikt tej sprawy nie podejmuje.
Uważamy także, że bardziej szczerze - będę to powtarzał - prasa
polska musi informować o Polakach, także na Wschodzie. Zamiast
omawiać tylko negatywne zjawiska czy podawać sensacje, powinna
przedstawiać codzienną, trudną pracę odrodzenia polskości
poprzez oświatę i kulturę, poprzez odrodzenie świadomości. Bo do
tej pory część Polaków boi się ujawnić swoją polskość - taka
jest sytuacja. Uważam, że powinni to robić profesjonalni
dziennikarze, którzy znaliby tamtejsze warunki. Uważam bowiem,
że w Polsce musi być przedstawiona nasza sytuacja.
Również w polskich szkołach, w liceach, musi być podawana wiedza
o Kresach Wschodnich. Bo często padają pytania, gdzie jest
Grodno, chociaż wiadomo, że co trzeci sejm odbywał się w
Grodnie. Albo są pytania, po co w ogóle Polacy pojechali do
Stalina itd. A przecież wiemy, że ogromna część kultury,
historii polskiej wywodzi się z tych ziem. Prezydent
Rzeczypospolitej Kwaśniewski wymienił przykładowo pięciu znanych
Polaków. Dwóch z nich, Mickiewicz i Kościuszko, wywodzi się z
naszych stron, z tych ziem, z tej tradycji.
Uważamy, że jest wiele problemów, które mogą być rozwiązane
przez oficjalne działanie Polski, przez poparcie organizacji
polskich i polskości. Można to robić, tak uważam.
W stosunku do prowadzonej tu dyskusji o opiece Senatu,
"Wspólnoty Polskiej", Związek Polaków na Białorusi zajmuje
stanowisko Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych, przedstawione
w referacie pani prezydent Heleny Miziniak. Chcę jeszcze raz
podziękować za wsparcie - bo naprawdę, jak wiecie, jesteśmy w
trudnej sytuacji - Senatowi Rzeczypospolitej i wszystkim obecnym
tu senatorom. Wiemy, że w Polsce także są naprawdę trudne czasy.
Chcemy zapewnić, że nadal pozostaniemy
Polakami, chociaż musimy mieć pewną nadzieję. Trzeba powtórzyć,
że z powodu wprowadzenia systemu wizowego powstaje w ludziach
strach, że znowu zostaną odcięci jakąś ścianą, że powstanie
"chiński mur", że znowu nas spiszą na straty, jak po 1945 r. Ta
sytuacja prawna, która mało kosztuje, powinna się zmienić.
Powinna być w tej sprawie dobra wola rządu polskiego, Sejmu i
Senatu dla poparcia nas, mieszkających na Wschodzie.
Dziękuję bardzo.
Do góry 5