Myśl o zintegrowanej Europie nie była nam obca 13 lat temu, kiedy
powoływaliśmy do życia Europejską Unię Wspólnot Polonijnych. Już wtedy
jednym z głównych priorytetów było obok europejskiej integracji polonijnej
promowanie spraw polskich na terenie UE i motywowanie polskiej racji stanu
w integrowaniu się z demokratycznym Zachodem.
Z inicjatywy EUWP 10 maja 2003 roku, pod patronatem Marszałków Sejmu i
Senatu RP, odbyła się konferencja w Senacie RP. Wzięli w niej udział
przedstawiciele władz RP, oraz przedstawiciele polonijnych organizacji z
krajów Unii Europejskiej.
W wystąpieniach prezentowaliśmy obiektywne spojrzenie na działającą od lat
UE. Zwracaliśmy uwagę na jej pozytywne i negatywne strony. Mówiliśmy
również o spodziewanej szerokiej fali emigracji do państw, które otworzą
granice i o płynących z tego zagrożeniach. Wielka szkoda, że już wtedy
społeczeństwo w kraju nie było na bieżąco informowane, mimo, że kamery
telewizyjne były na sali plenarnej. Nie było żadnych artykułów w polskiej
prasie na poruszane tematy, które adresowane były do Polaka w Polsce.
Zadawaliśmy sobie pytanie, czy nasze zaangażowanie w przygotowanie tej
konferencji miało jakikolwiek sens, bowiem nie było odbiorcy cennych
informacji, opinii i końcowego polonijnego Apelu.
Euforia, która zapanowała w kraju po akcesji Polski do UE udzieliła się i
nam żyjącym na obczyźnie mimo, że w tak ważnym dla naszej Ojczyźnie
momencie trudno było doszukać się wzmianki o wielkim zaangażowaniu Polonii
tak w Polsce jak i w krajach naszego zamieszkania.
Zdajemy sobie sprawę, że głos nasz nie miał znaczenia decydującego na
arenie polityki europejskiej, ale to dzięki nam docierał do wielu
polityków, parlamentarzystów, instytucji oraz zwykłych ludzi w krajach
naszego zamieszkania.
Mając te przykre doświadczenia dziś również można zadać pytanie – czy ta
konferencja ma sens? Czy skończy się ona tylko dyskusją za którą nie pójdą
sprecyzowane plany działania i ustawowe rozporządzenia? Odbywa się ona o
dwa lata za późno.
Mimo wielu rozczarowań , naszym fundamentalnym zadaniem było i jest
budowanie pomostu między naszym krajem ojczystym, a krajem naszego
zamieszkania.
Polonii zależy na solidnych współpartnerach w kraju, nie uwikłanych w
spory i polityczne rozgrywki. Zależy nam na takich współpartnerach, z
którymi rzetelnie, merytorycznie moglibyśmy rozwiązywać problemy Polaków –
tych mieszkających poza granicami kraju, a szczególnie nowej emigracji.
Dziś Polonia w Europie Zachodniej przeżywa trudny okres związany z
zachodzącymi różnymi zmianami, a szczególnie z falą nowej emigracji.
Od momentu otwarcia granic po przystąpieniu Polski do UE w całej Europie
pojawiły się setki tysięcy Polaków poszukujących pracy. Najwięcej
przyjechało do W. Brytanii i Irlandii, ale sporo również do Hiszpanii i
Szwecji. Ta olbrzymia fala emigracji przekroczyła ilość Polaków ze
„starej”, przedunijnej emigracji, która stanowi teraz malejący procent w
wymienionych krajach europejskich. Staje się zatem oczywiste, że
dotychczasowe działania organizacji polonijnych dziś już nie wystarczają.
Dotychczas naszym statutowym obowiązkiem było podtrzymywanie naszych
tradycji, języka polskiego, promowanie polskiej kultury, obrona dobrego
imienia Polski i Polaków, oraz reprezentowanie nas przed władzami kraju
naszego zamieszkania. Przez wszystkie lata spełnialiśmy nasze statutowe
zobowiązania sami zdobywając środki finansowe na realizację naszych
działań.
Akcesja Polski do UE i związana z tym lawina emigrujących Polaków zmieniła
naszą sytuację drastycznie. Z przykrością stwierdzamy, że w tym trudnym
okresie po 1 maja 2004 roku Polonię pozostawiono samą bez żadnego wsparcia
z kraju. Proszę nie mówić nam, że rządzące w kraju elity, które wiedziały
o bardzo wysokim bezrobociu nie zdawały sprawy, że olbrzymia fala Polaków
ruszy w poszukiwaniu lepszego jutra. Przerażające było i jest dla nas to,
że tak naprawdę nikt tym tak bardzo w kraju nie przejmuje się, a przecież
jest to największa migracja. Wielkość i intensywność tej fali nie da się
porównać z żadną poprzednią w historii Polski. Władze państwowe (nie
wgłębiam się w ich polityczne zabarwienie, bo nie oto chodzi) zachowuj ą
się wobec swoich obywateli jak wyrodna matka, która z ulgą zamyka drzwi za
niechcianym dzieckiem, kiedy w geście rozpaczy mówi ono: „Pójdę sobie w
świat”. Sytuacja była dla nas nie do opanowania. Konsulaty do dziś nie
dają sobie rady z olbrzymim nawałem pracy. Nie winimy za to urzędników z
którymi na co dzień pracujemy i wiemy, że pracują ponad swoje siły. Ich
obciążenie zwiększyło się kilkadziesiąt krotnic w ciągu ostatnich 2 lat.
Dlaczego MSZ nie pomyślało rok przed przystąpieniem Polski do UE o
przeszkoleniu i przygotowaniu do nowej rzeczywistości kadr które zasiliły
by placówki konsularne szczególnie w tych państwach, które otworzyły rynki
pracy. Dlaczego cały ciężar spadł na organizacje polonijne i kościół który
bardzo mocno włączył się w ogólną akcję. Dlaczego to organizacje polonijne
, a nie państwo Polskie wydaje broszurki informacyjne o warunkach życia w
poszczególnych krajach UE? Dlaczego w Polsce, poza artykułami w prasie nie
ma tego typu wydawnictw, stałych programów informacyjnych w telewizji
publicznej, ostrzeżeń na temat tego, co może spotkać każdego Polaka który
jedzie w ciemno, bez znajomości języka, prawa, obyczajów i bez pieniędzy.
Niektórzy imigranci z Polski na własnej skórze przekonali się, że
ulice naszego miasta nie są wybrukowane złotem i teraz śpią na nich - tak
zaczyna się artykuł opublikowany w dnia 6 września br. w gazecie
angielskiej na Ealingu, a traktujący o rosnącej z każdym miesiącem liczby
bezdomnych i bezrobotnych w tym głównie z Polski. Zdaniem autora tego
artykułu jest wyraźny brak
orientacji
i informacji dla tych ludzi jeszcze w Polsce na etapie planowania wyjazdu
do Anglii.
Ze względu na zaistniałą sytuację, organizacje polonijne musiały podjąć
decyzję o rozszerzeniu swojej działalności (często wbrew swoim Statutom),
postanowiły otworzyć się na potrzeby nowej masowej migracji z Polski. Mimo
bardzo ograniczonych możliwości - bowiem nie dysponujemy ani hostelami,
ani pieniędzmi - prowadzimy bardzo szeroką działalność pomocową.
Otworzyliśmy specjalną telefoniczną i internetową linię informacyjną,
rozszerzyliśmy nasze strony internetowe. Wydaliśmy już kilka broszurek
informacyjnych - ostatnią „Jak żyć i pracować w W. Brytanii” w nakładzie
10 000. Następna broszura, rozszerzona i uaktualniona wersja, jest w
przygotowaniu i powinna ukazać się w nakładzie 20 000 jeszcze w tym roku,
jeżeli zdobędziemy na to pieniądze. Współpracujemy ze Związkami Zawodowymi
walcząc o równy status pracowniczy dla pracujących tu Polaków. Mamy stały
kontakt z Home Office i agencjami poza-rządowymi. Współpracujemy z kilkoma
brytyjskimi ośrodkami dla bezdomnych. Organizujemy zbiórki pieniężne,
ciepłą odzież na zimę oraz tradycyjną Wigilię dla bezdomnych.
Indywidualnych spraw mamy bardzo dużo i to czasami bardzo tragicznych jak
: morderstw, samobójstw, tragicznych śmierci czy wypadków z nieodwracalnym
kalectwem i brakiem w takich wypadkach ubezpieczeń. Biuro Zjednoczenia
Polskiego w W. Brytanii jest dziś, można powiedzieć, drugim konsulatem,
które zatrudnia tylko jedną osobę płatną - reszta to wolontariusze.
Niestety pozostaje jeszcze bardzo dużo do zrobienia, bowiem pojawiają się
coraz to nowe problemy nie tylko w Londynie i okolicach , ale w całej W.
Brytanii. Dlatego nie wystarczą już doraźne działania konsulatu,
instytucji charytatywnych, Zjednoczenia Polskiego, Kościoła i ludzi dobrej
woli. Potrzebny jest realny i w miarę szybki do zrealizowania program, z
odpowiednimi funduszami, wyszkolonymi pracownikami oraz koordynacja tych
wszystkich wycinkowych i doraźnych akcji. Przede wszystkim zaś głośna i
wyraźna kampania informacyjna w kraju. Ludziom trzeba powiedzieć całą
prawdę. O języku angielskim bez którego trudno o pracę , o warunkach tu
panujących, o biurokracji która tu również jest. O oszustach, którzy są
realnym zagrożeniem dla każdego, o nieuczciwych pracodawcach, o
kwalifikacjach, prawach i obowiązkach każdego, kto na tej wyspie chce
mieszkać i pracować.
13 października br. przeczytałam w Dzienniku Polskim wypowiedź pani
minister Anny Fotygi, która poinformowała posłów Komisji Spraw
Zagranicznych o przygotowywanym rządowym programie opieki nad Polakami
wyjeżdżającymi do pracy w krajach UE. Wiadomość ta nas bardzo ucieszyła. W
dalszej części wypowiedzi pani minister powiedziała cytuję - program
dotyczy przede wszystkim ludzi młodych, młodej polskiej inteligencji,
najlepiej wykształconych ludzi, którzy po otwarciu unijnych rynków pracy
wyjechali z Polski. Czytając takie oświadczenie nasuwa się pytanie ,
kto ma zająć się tymi mniej inteligentnymi i mniej wykształconymi którzy
bardzo często nie z własnej woli znaleźli się na obczyźnie?
O tych Polakach pomyślało u nas Stowarzyszenie Techników Polskich w W.
Brytanii. Powołali oni Międzyorganizacyjny Zespół Koordynacyjny d/s
utworzenia Polskiego Centrum Szkolenia Technicznego i Adaptacji Zawodowej
w Londynie. Projekt jest w przygotowaniu. Dziś szukaj ą pieniędzy z
różnych źródeł, ale liczą również i na zaangażowanie się Polski w to dość
wielkie przedsięwzięcie. Czynią to po to, aby nasi rodacy, którzy maj ą
przygotowanie zawodowe nie zmywali garów czy zamiatali ulice ale aby
godnie wykonywali swój wyuczony zawód.
Dziś ponad 300 bezdomnych Polaków w Londynie (nie chcą wracać do kraju)
wywołuje większe zainteresowanie opinii publicznej niż około pół miliona
naszych rodaków, którzy normalnie pracuj ą i mozolnie budują swoją
przyszłość. Nie rzucają się w oczy, jak śpiący w parku na ławkach, więc
rzadziej są pytani - jak im się wiedzie. A właśnie oni stanowią na Wyspach
zdecydowaną większość, a do tego są bardzo dobrą wizytówką naszego kraju.
Oni również mają swoje problemy. Dotyczy to młodych małżeństw, które
przyjechały z dziećmi. Problem edukacji. W naszych polonijnych szkołach
sobotnich jest ogromne zróżnicowanie językowe pomiędzy dziećmi, dla
których polski jest rodzimym językiem, a urodzonymi w Anglii dla których
jest językiem obcym. Obecnie w W. Brytanii uczęszcza około 5 tys. dzieci,
uczą się w 50 szkołach sobotnich. To zaledwie nie wielki procent tych,
którzy powinni mieć dostęp do nauki w ojczystym języku. Kondycja polskiej
oświaty na Wyspach może się jawić jako doskonała. W większości krajów
zachodnioeuropejskich cały ciężar prowadzenia szkół sobotnich spoczywa na
Polskiej Misji Katolickiej .która boryka się z olbrzymimi problemami
lokalowymi, organizacyjnymi i finansowymi. Nie do przyjęcia jest dla nas
stwierdzenie, że Polonia na Zachodzie Europy jest bogata i nie potrzebuje
wsparcia finansowego. Pragnę zaznaczyć, że ta ofiarna emigracja powojenna,
która budowała „Polskę poza Polską”, odchodzi na wieczną wartę, a nowa,
którą dziś trudno określić mianem emigracji, rozpoczyna swój start życiowy
od zera.
Rośnie liczba polskich dzieci w brytyjskich szkołach. Jak podkreśla
Evening Standard, zjawisko to nie jest niespodzianką w świetle danych
wskazujących na duży napływ Polaków do pracy w W. Brytanii. Według gazety
co najmniej 27 tys. dzieci w wieku szkolnym rozpoczęło naukę po otwarciu
brytyjskiego rynku pracy . Niektóre lokalne władze oświatowe skarżą się na
brak wystarczających środków na dodatkowe lekcje języka angielskiego, a
władze szkół na przyprowadzanie dzieci do szkoły bez uprzedniej
rejestracji. Często rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że
nieznajomość języka może być, zwłaszcza dla dzieci starszych sporą
przeszkodą w pełnym korzystaniu z dobrodziejstw tutejszego systemu
edukacji. Wielu przyjeżdżających Polaków nie wie w jaki sposób i kiedy
zapisać swoje dziecko do szkoły i wtedy pojawiają się wielkie problemy.
Dzieci spychane są do szkół o najniższym poziomie edukacyjnym.
Dla wielu Polaków przepisy prawne dotyczące zatrudnienia są zbyt
skomplikowane. Wielu pracodawców świadomie odchodzi od umów o pracę na
umowy cywilno-prawne, które w niewystarczający sposób chronią pracownika.
Sprawa podwójnego opodatkowania. Wiemy, że Rzecznik Praw Obywatelskich pan
Jan Kochanowski był w Londynie i że została podpisana umowa regulująca
sprawę podwójnego opodatkowania. Nie wiem czy została ona ratyfikowana
przez Sejm, jeżeli nie - to nadal jest martwa. Sprawa podwójnego
opodatkowania to problem nie tylko Polaków w W. Brytanii, ale również
Polaków pracujących w innych krajach UE. Oprócz tych przyziemnych spraw z
którymi borykają się nasi rodacy na obczyźnie jest również i ten, który
dla wielu jest bardzo ważny - wymiar duchowy.
Każdy Polak, który z różnych powodów i w różnym okresie czasu opuszczał
swój ą Ojczyznę zabierał ze sobą w tę długą, często bezpowrotną podróż
swoją wiarę i religijność. Pierwsze kroki na obcej ziemi kierował do
Kościoła, który go wspierał i pomagał w trudach dostosowania się do nowej
niełatwej rzeczywistości. Kościół miał i ma olbrzymie znaczenia w życiu
polskiej diaspory. Papieski dokument Erga Migrantes Caritas Christis
powierza migrantów miejscowym kościołom, jednocześnie zalecając
uszanowanie ich odrębności kulturowej i językowej. Wiadomo jednak, że w
praktyce ten dokument napotyka niejednokrotnie na różne przeszkody. Pragnę
zaznaczyć, że nie zawsze wynika to ze złej woli
duchowieństwa kraju przyjmującego migrantów, ale często problem wypływa z
gwałtownego napływu przy ograniczonych możliwościach organizacji lokalnych
instytucji duszpasterskich. Kościoły i Kaplice, a mamy ich ponad 70 nie
mieszczą już wszystkich wiernych.
Reasumując to wszystko, dziś wiemy, że sytuacja w krajach naszego
zamieszkania zmienia się. Zmienia się również struktura naszej diaspory.
Nasz wielki poeta Wierzyński pisał:
Na strych śpi mój powrót,
Kufer blachą okuty, walizy
Cała moja Ojczyzna
Paszport, obywatelstwo, emigracyjne wizy.
Kufer mój wielki majątek, którego mam tu bronić
Normalny nieszczęścia początek i obłąkany koniec.
Nie trudno domyśleć się, że kufer jest symbolem wszystkiego co nie
materialne przyjechało z emigrantem na obczyznę. Dziś z Polski wyjeżdża
tysiące Polaków w tym bardzo dużo z wyższym wykształceniem. Większość z
nich czuje się niemal jak w domu. Dla ogromnej części przybyszy zderzenie
z nową kulturą oznacza bardzo często odejście od dawnych wartości i zasad.
Współczesny emigrant często nie docenia „bagażu kulturowego”, a
nawet próbuje go ukryć. Większość nastawia się na jak najszybszą poprawę
bytu, a kultura ojczysta i trwanie przy niej jest kosztownym luksusem
(jeżeli mówimy o pracy społecznej).
To może przyczynić się do zubożenia różnych form życia społecznego i
kulturalnego w naszych krajach europejskich. W świadomości Polaka powinno
być głęboko zakorzenione to, że będąc obywatelami różnych państw nie
przestajemy być Polakami. Nikt tego od nas nie żąda.. Nikt nie twierdzi,
że koncepcja narodu z jego przywiązaniem do rodzimej tradycji, kultury i
języka nie ma zastosowania w ponadnarodowym, europejskim, globalnym
wymiarze.
W jednoczącej się Europie toczy się dziś debata nad tożsamością narodową i
tożsamością europejską, a jej ważnym elementem są dyskusje nad rolą kultur
narodowych, ich specyfiką! odrębnością, ale także szansą na współtworzenie
bogatego, zróżnicowanego krajobrazu kulturowego naszego kontynentu .
Dlatego apelujemy do władz polskich oraz do wszystkich instytucji i
organizacji współpracujących z Polonią! opiekującymi się Polakami
zagranicą, o dostrzeżenie i docenienie wagi problemu nowej masowej
emigracji, abyśmy za kilkanaście lat nie musieli mówić o straconym
pokoleniu.
Dziękuję za uwagę.