Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy,
Ten list jest listem specjalnym, poświęconym tylko jednemu
tematowi. Jak już informowaliśmy w poprzednim liście, 20 maja br.
odbył się XI Zjazd Związku Polaków na Litwie. Dla wszystkich
zainteresowanych sprawami Polaków na Litwie, przytaczamy w całości
obszerny artykuł o zjeździe Lucyny Dowdo.
Łączę serdeczne pozdrowienia.
Tadeusz Pilat, Wiceprezydent EUWP
______________________________________________________________________________
Lucyna Dowdo
"Magazyn Wileński", maj 2006
"Z
każdej opresji wyjdziemy jeszcze bardziej wzmocnieni"
W Wilnie w centrum konferencyjnym "Karolina" - 20 maja br. - odbył
się już XI z kolei Zjazd Związku Polaków na Litwie, w którym
wzięło udział ponad 500 delegatów. Gośćmi zjazdu byli m. in.
przebywający z wizytą na Litwie marszałek Senatu RP Bogdan
Borusewicz, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" prof.
Andrzej
Stelmachowski, prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie Wiesław
Turzański, doradca premiera RP ds. Polonii i Polaków Michał
Dworczak, członek Parlamentu Europejskiego Witold Tomczyk,
prezydent Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych
Helena Miziniak,
wiceprzewodniczący Sejmu Litwy Česlovas Jurenas, a także ambasador
RP na Litwie Janusz Skolimowski,
konsul generalny Stanisław Cygnarowski, prezes Związku Polaków na
Łotwie Wanda Krukowska, przedstawiciel Mazowieckiego Urzędu
Marszałkowskiego Tadeusz Samborski, prezesi innych polskich
organizacji, duchowni.
Witając gości i delegatów zjazdu marszałek Borusewicz podkreślił,
iż jego obecność na tym forum "jest dowodem tego, że Polska
pamięta o Polakach na Litwie". Zapewnił, że on, jako
marszałek, za swej kadencji będzie dokładał starań, aby ten
patronat był jeszcze skuteczniejszy. Zapowiedział, że Senat RP
nadal będzie wspierać finansowo i moralnie ZPL oraz polskie
szkolnictwo na Wschodzie, tak, by było ono dobre i sprawne, "by
polskie szkoły kończyli mądrzy Polacy, którzy - pamiętając o
swoich korzeniach - będą jednocześnie dobrymi obywatelami Litwy".
Mówiąc to marszałek Senatu RP nie omieszkał zachęcić społeczności
polskiej do aktywności w obronie swoich praw. Przypomniał, że:
"Polacy na Litwie muszą sami zabiegać o swoje prawa. W demokracji
jest tak, że ten, kto nie dba o swoje interesy na wolnym rynku
politycznym, nie może mieć wpływu".
Dowodem na to, że ZPL potrafi zabiegać o prawa i interesy polskiej
społeczności, był wygłoszony przez prezesa referat sprawozdawczy
na temat działalności organizacji za minioną kadencję. Michał
Mackiewicz zaznaczył w nim, że jej członków łączą tak istotne cele
i zadania jak zachowanie i rozwój ojczystego języka i kultury,
ugruntowanie tożsamości narodowej oraz troska o równe prawa
obywatelskie polskiej mniejszości narodowej na Litwie. Prezes
złożył też sprawozdanie z 9 podstawowych kierunków działalności,
które na początku ubiegłej kadencji wyznaczył dla siebie Zarząd
Główny. A były to: opieka nad oświatą i kulturą polską na Litwie;
ochrona zabytków i dokumentowanie polskich śladów na Litwie
(prezes zaznaczył, że jest to bardzo ważny kierunek działalności
ZPL); zachowanie i szerzenie pamięci narodowej; ścisła współpraca
z innymi organizacjami społecznymi, samorządami; odrodzenie
"Naszej Gazety" - organu prasowego ZPL; niesienie pomocy prawnej
osobom zabiegającym o zwrot ziemi; kuratela nad Ośrodkiem
Wspierania Przedsiębiorczości i Inicjatyw Lokalnych; praca z
młodzieżą i wspieranie jej inicjatyw (to nowy kierunek
działalności ZPL) oraz współpraca międzynarodowa, polonijna, czyli
- ścisłe kontakty z Polonią świata i Rodakami za granicą. Prezes
Związku zaznaczył, że do wspomnianej działalności zapraszano
również "przedstawicieli innych organizacji społecznych, jak
też każdego, kto ma jakieś pomysły i chęć ich realizacji - przy
pomocy i w ramach ZPL". Sprawozdanie prezesa ZPL było
ilustrowane wyświetlanymi na specjalnych ekranach i telebimach
licznymi zdjęciami dokumentującymi działalność organizacji.
"Stale mieliśmy też kontakty z litewskimi instytucjami i
przedstawicielami władz państwowych Litwy - przypomniał
prezes. - Prezydent Valdas Adamkus na swoje przyjęcia z różnych
okazji zaprasza również przedstawicieli ZPL. Stosunki z władzą,
jako mniejszość narodowa, mamy poprawne, wydawałoby się nawet
sympatyczne i gdyby tak jeszcze... Właśnie, to gdyby! Ostatnio w
Mejszagole podczas spotkania z prezydentami RP Lechem Kaczyńskim i
RL Valdasem Adamkusem, powiedziałem prezydentowi (Adamkusowi), że
ciągle tylko słyszymy, iż nasze problemy są rozstrzygane. A może
by tak choć jeden rozstrzygnąć, żeby to już było w trybie
dokonanym. Tymczasem wstyd nawet wspominać toczącą się przez
kilkanaście lat sprawę oryginalnej pisowni polskich imion i
nazwisk, ciągle sztucznie tworzone problemy w oświacie polskiej,
że już nie wspomnę o zwrocie ziemi. A do listy starych problemów
życie dołącza wciąż nowe. Przyjęta Ustawa o obywatelstwie
dyskryminuje polską mniejszość narodową. Podzieliła obywateli na
lepszych i gorszych. Lepsi - litewskiej narodowości - mają prawo
do podwójnego obywatelstwa, gorsi - Polacy - takiego prawa nie
mają".
W czasie swojego wystąpienia prezes ZPL wyraził też zaniepokojenie
planowanym nowym podziałem administracyjnym kraju, "w założeniu
którego jest rozproszenie zamieszkałej społeczności polskiej na
Wileńszczyźnie". Zaznaczył też, że ZPL "nadal będzie
prowadził działalność kulturalno-oświatową, troszczył się o
ochronę polskiego dziedzictwa kulturowego na Litwie, dokumentował
polskie ślady".
"Wierzę, że i nadal będziemy kontynuować swą działalność,
jednocząc polską społeczność naszego kraju - mówił na
zakończenie swojego wystąpienia. - Niech nawet ktoś nam czasem
zarzuca, że w swojej polskości jesteśmy zbyt uparci, w dążeniu do
jej zachowania i rozwoju zbyt nieustępliwi, ale, jak wskazuje
praktyka, na razie nie można inaczej. Inaczej, pod pięknym hasłem
"integracja", po prostu się zasymilujemy, stając się ludźmi bez
narodowości, bez swej historii, kultury i języka, ludźmi
pozbawionymi ojcowizny, bez korzeni i pamięci narodowej. Zadaniem
więc naszym jest jednoczyć szeregi i przeciwstawić się temu złu.
(...) Zwalczanie nas jest (...) po prostu, bez sensu, jest
niemożliwe. Bo z każdej opresji wyjdziemy jeszcze bardziej
wzmocnieni, co wykazały chociażby wydarzenia ostatnich 6 lat. Ale
z nami można współpracować - owocnie i budująco, w imię lepszego i
bardziej sprawiedliwego jutra naszego kraju. Dla takiej
współpracy, wobec każdego i zawsze, byliśmy i pozostaniemy
otwarci".
Delegaci zatwierdzili zarówno sprawozdanie ZG ZPL jak też
sprawozdania Komisji Rewizyjnej oraz Statutowej. Zjazd dokonał też
ważnych zmian w Statucie. Od dwóch do trzech lat wydłużył kadencję
władz ZPL, zmienił strukturę zarządzania Związkiem. Dotychczasowy
31-osobowy Zarząd zastąpiły 30-osobowa Rada i 5-osobowy Zarząd.
Odtąd też członkami ZPL mogą być nie tylko obywatele Litwy, ale
też innych państw, a także osoby prawne. XI Zjazd ZPL uchwalił też
kilka dokumentów. M. in. Oświadczenie na temat projektu nowej
ustawy o ochronie praw mniejszości i swobód mniejszości
narodowych, w którym zaznaczono, że Związek nie zgadza się na
okrojenie praw obywatelskich Polaków na Litwie, że będzie
stanowczo domagał się ich respektowania. Uczestnicy zjazdu
przyjęli także Rezolucję o strategicznym partnerstwie z Akcją
Wyborczą Polaków na Litwie oraz Oświadczenie w sprawie powołania w
Wilnie filii Uniwersytetu w Białymstoku. Strona polska taką filię
gotowa jest otworzyć już jesienią tego roku, delegaci zjazdu ZPL w
swoim oświadczeniu m. in. wyrazili nadzieję, "że odpowiednie
władze i resorty litewskie rzeczowo i przychylnie potraktują
oficjalne zgłoszenie Uniwersytetu w Białymstoku o zgodę na
rozpoczęcie kształcenia wyższego na terenie Litwy".
Wybory prezesa ZPL na kolejną kadencję były, rzec można, wyrazem
wielkiej aprobaty dla dotychczasowej działalności Michała
Mackiewicza. Poza nim nie zgłoszono innego kandydata na to
stanowisko, a jego kandydaturę na trzecią już z kolei kadencję
jednogłośnie poparli wszyscy delegaci. Po ogłoszeniu wyników
wyborów zgromadzeni na sali hucznie i zgodnie zaintonowali mu "Sto
lat!..". Na wiceprezesów wybrano dotychczas pełniącego tę funkcję
Stanisława Pieszkę oraz (na propozycję Michała Mackiewicza) -
przedstawiciela młodzieżowego koła ZPL "Studium", studenta
medycyny Pawła Biełousa.
"Angażując młodzież powoli przekazujemy jej sztafetę pracy w
Związku" - w ten sposób prezes Mackiewicz uzasadnił swoją
propozycję. Na konferencji prasowej zorganizowanej po zjeździe
dodał, że "angażowanie młodych w pracę ZPL jest koniecznością,
gdyż kiedyś będą musieli przejąć dorobek
organizacji i go nie zaprzepaścić".
A jest co przejmować. Związek Polaków na Litwie jest największą
polską organizacją społeczną, w 14 oddziałach (250 kołach) skupia
11 tys. członków.
Pozjazdowe refleksje
Z racji wykonywanego zawodu nie opuściłam ani jednego zjazdu ZPL,
włącznie z założycielskim w 1990 roku, któremu towarzyszyły
niezwykłe emocje. Przede wszystkim euforia i radość wynikające z
tego, że oto możemy dać oficjalne świadectwo naszej - społeczności
polskiej - tu obecności, a też wzorowej jedności. Od tej chwili
upłynęło 16 lat. W historii Związku były to lata różne - raz
lepsze, raz gorsze. Do gorszych należały niewątpliwie te, w
których władze Litwy dopatrywały się w ZPL niemalże wroga młodego
państwa litewskiego, gdy Związkowi usiłowano przypiąć łatkę piątej
kolumny, siewcy buntu w szeregach zamieszkującej Litwę
społeczności polskiej. Były to podejrzenia i zarzuty bardzo
krzywdzące, gdyż Związek nie czynił nic, czego zabrania prawo
europejskie. Po prostu bronił praw mniejszości polskiej na Litwie,
sprzeciwiał się ich uszczuplaniu, zabiegał o rozszerzenie.
Zabiegał na różnych szczeblach, również parlamentarnym, gdyż na
początku lat 90. posiadał znaczną reprezentację w litewskim
Sejmie. Potem był rok 1994, gdy na mocy nowej ordynacji wyborczej
organizacjom społecznym - a więc również Związkowi Polaków -
zakazano udziału w wyborach dowolnego szczebla (wprowadzony dla
mniejszości 5-procentowy próg wyborczy czy niekorzystny dla
Polaków podział administracyjny - to tematy na inną publikację).
Nad społecznością polską zawisła wówczas groźba utraty swojego
przedstawicielstwa nie tylko w Sejmie RL, ale też w samorządach.
Związek przezwyciężył i tę przeszkodę, wyłaniając ze swoich
szeregów partię polityczną - Akcję Wyborczą Polaków na Litwie -
organizację o zbliżonym programie i celach, która odtąd miała
reprezentować społeczność polską na szczeblach władzy. ZPL na
kolejnych zjazdach zobowiązywał się do strategicznej współpracy z
AWPL i udzielał poparcia dla działań programowych tej polskiej
organizacji politycznej. A te zjazdy były różne, czasem - jak ten
pierwszy - upływające w jedności i zgodzie, zdarzało się też (co
tu kryć), że delegaci w trakcie debat nad tą czy inną kwestią
łamali kopie, a nawet brali się za czuby, nie żałując sobie
nawzajem ostrych słów i z trudem wypracowując wspólne stanowisko.
Czasem było to darcie szat pro publico bono, zdarzało się jednak i
tak, że na sali zjazdowej nad zdrowym rozsądkiem górę brały emocje
lub też w tym czy owym delegacie zagrały wybujałe a
niezrealizowane ambicje. Jednak zarówno nadmierne emocje jak i
rozpalone umysły dawało się w końcu jakoś ostudzić, gdyż zawsze
znaleźli się tacy, którzy przypominali, że Związek Polaków na
Litwie to nie jest prywatny folwark, ani szklarnia do uprawiania
własnych ambicji, tylko organizacja mająca służyć polskiej
społeczności. Tak było?
do wiosny 2000 roku, gdy to jeden człowiek o mało nie zniszczył
dziesięcioletniego, na owe czasy, dorobku organizacji. Wszyscy
pamiętamy te pseudokonferencje i pseudozjazdy organizowane w
tajemnicy przed Zarządem Głównym ZPL przez ówczesnego prezesa
Maciejkiańca, który w końcu kadencji, nie mając szans na
reelekcję, postanowił uczynić ze Związku Polaków właśnie szklarnię
do uprawiania prywatnych interesów. Zaczęło się od podjętej przez
Maciejkiańca próby odcięcia się ZPL od AWPL, pod pretekstem, że ta
upolitycznia Związek Polaków i próbuje przejąć nad nim kontrolę.
Potem było już coraz bardziej groteskowo, ale i niebezpiecznie dla
organizacji. Maciejkianiec uwłaszczył się na związkowym mieniu z
pismem związkowym "Nasza Gazeta" na czele, które następnie
skutecznie zniszczył. Zawłaszczył atrybuty oraz dokumenty
rejestracyjne Związku. Siedzibę ZPL na starówce uczynił swoim
"wilczym szańcem", którą w efekcie przywłaszczył. No i, zarówno w
kraju jak i za granicą, rozpoczął opętańczą kampanię szkalowania
legalnych władz ZPL.
Pamiętam VIII zwołany zgodnie ze statutem Zjazd ZPL w 2000 roku,
który odbył się bodajże w parę tygodni po próbie przewrotu
dokonanej przez Maciejkiańca. Na sali panowały wówczas i
konsternacja: "co począć z tą idiotyczną sytuacją?"; i gniew:
"dlaczego daliśmy się podejść takiemu indywiduum?"; i skupienie:
"jak spacyfikować samozwańca, który działa na szkodę Związku?"; i
nadzieja, że pod przewodnictwem nowo wybranego prezesa uda się
wydobyć Związek z zapaści. Wybrany na prezesa Jan Sienkiewicz, w
rzeczy samej, sprawiał wrażenie osoby zdeterminowanej do walki z
samozwańcem i uregulowania kwestii prawnych ZPL. Niestety, nie
potrafił tego zrobić. Mało tego, po roku kierowania Związkiem bez
dania racji zrezygnował ze stanowiska prezesa. Nie był to dobry
czas na opuszczenie łodzi przez kapitana. Między Zarządem Głównym
Związku i Maciejkiańcem toczył się spór w sądzie (toczy się do
dziś), wrogowie ZPL nie posiadali się z radości na wieść, że ktoś
rozbija polską organizację od wewnątrz, zaś przedstawiciele władz
- zarówno litewskich jak i polskich - nie bardzo chcieli
dochodzić, który z prezesów jest prawdziwy? Litwini kpili sobie z
tej sytuacji, rodacy z Polski i z dalszej zagranicy pouczali:
"Przestańcie się wreszcie kłócić! Dogadajcie się". A przecież w
samym Związku nikt się z nikim nie kłócił, rozbijacką działalność
(co prawda poza legalnym Związkiem, ale przecież na rachunek całej
polskiej społeczności) prowadził tylko jeden człowiek otoczony
garstką popleczników, którzy zresztą niebawem zaczęli się
wykruszać. Podczas gdy ZPL utracił przywódcę, Maciejkianiec
działał niezwykle gorliwie. Nadal mienił się prezesem ZPL,
kwestionował legalność wybranych na zjeździe władz ZPL, mnożył na
nie donosy i robił burzę w mózgach polskim i litewskim politykom
oraz przedstawicielom organizacji polonijnych. Z uporem maniaka
przekonywał, że prawdziwy Związek to on (a 8 tysięcy członków ZPL
- samozwańcy). Ci, którzy obserwowali rzecz całą z oddalenia, a
też nie mieli ochoty dochodzić prawdy, skłonni byli uwierzyć.
Początkowo po stronie Maciejkiańca opowiedziały się nawet władze
Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych.
IX Zjazd ZPL w 2002 roku, jak się potem okazało przełomowy, miał
niezbyt korzystne tło. Związek bez siedziby, gazety, atrybutów,
dokumentów, prezesa (referat sprawozdawczy wygłosił wiceprezes
Zbigniew Balcewicz) za to z nadszarpniętą nie z własnej winy
reputacją. W międzyczasie przerzedziły się też szeregi Związku.
Młodzież na samo hasło ZPL uśmiechała się ironicznie. Po okresie
rządów Maciejkiańca organizacja kojarzyła się jej z jakimiś
wewnętrznymi konfliktami i zupełnym brakiem zainteresowania dla
jej spraw, pomysłów, dążeń.
Gdy na IX Zjeździe na prezesa ZPL wybrano Michała Mackiewicza,
redaktora naszego pisma, w redakcji panowały mieszane uczucia.
Szczerze mówiąc, uważaliśmy, że Związek toczy się po równi
pochyłej i nic już go nie uratuje a w każdym bądź razie nie ożywi
i nie poprawi nadszarpniętej rozróbami eks-prezesa reputacji.
Rozważaliśmy czy nie należałoby pozwolić organizacji "odejść w
pokoju". Ewentualnie założyć nową organizację, z czystym kontem.
Nasz naczelny jednak uparł się, że nie można zaprzepaścić dorobku
organizacji a już tym bardziej zawieść ludzi, którzy w nim trwają,
którzy, jak twierdził, Związku potrzebują.
Od tego czasu minęły 4 lata, tj. dwie kadencje. Jednak XI Zjazd
ZPL obserwowałam pod kątem obietnic z 2002 roku, gdyż jedna
kadencja to okres na ich spełnienie stanowczo zbyt krótki. Okazało
się, że Mackiewicz nie rzucał słów na wiatr. Dziś w ZPL jest nie 8
a 11 tysięcy członków i około 250 kół. Niektóre z nich powstały w
tak zapomnianych i odległych od Wilna i Wileńszczyzny zakątkach,
że wydawałoby się, nic i nikt nie jest w stanie ożywić czy
wskrzesić tam polskości. Okazało się, że właśnie takie zakątki od
dwóch kadencji są pod szczególną opieką ZPL. Jak twierdzi prezes,
"ludzie, nie rozpieszczeni polskością, tym niemniej troskliwie ją
w sobie pielęgnujący zasługują na szczególny szacunek". Okazało
się, że poza szacunkiem ludzie na prowincji (wszystkie koła i
oddziały, a nie parę wybranych) potrzebują również przynajmniej
troszeczkę zainteresowania tym, co robią, a czasem też wsparcia
materialnego. Nieraz byłam świadkiem, pozytywnego szoku, jaki
wywoływały w małych miejscowościach już same odwiedziny prezesa
ZPL (okazało się, że to dla nich nowość). Pamiętam wzruszenie,
którego nawet nie usiłowały ukryć nauczycielki prowadzące w ramach
pracy społecznej szkółki niedzielne, gdy pierwszy raz ZPL
odznaczał ich dyplomami uznania i skromną pieniężną gloryfikacją.
Ludzie poczuli, że mają jakieś zaplecze, wsparcie nie tylko
materialne, lecz też, co chyba ważniejsze, moralne. I ponownie
zaufali swojemu Związkowi
Młodzież to temat osobny, tej nie wystarczają patriotyczne
akademie i folklorystyczne festyny, ta oczekuje od Związku i chce
do niego wnosić wszystko, co się kojarzy ze współczesnością.
Pozwolono jej na to, a gdy wieść się o tym rozeszła, młodzi
zaczęli ściągać do ZPL. W ogóle Związek jakoś odmłodniał. Na
ostatnim zjeździe dominowali delegaci w średnim wieku i zupełna
młódź. Jako pierwsi zauważyli to dziennikarze z Polski. Nie bez
zdziwienia, ZPL kojarzył się im bowiem dotąd z zachodnimi
organizacjami polonijnymi, skupiającymi głównie seniorów
narzekających, że polskość dla młodych nie jest atrakcją. Okazuje
się, że jest pod warunkiem, że starsi akceptują i wspierają jej
zaangażowanie, pomysły, gdy nie gaszą jej zapału, gdy nie odsuwają
jej od podejmowania decyzji. A dowodem na to, że w obecnym ZPL
młodzieży się nie odsuwa, a wręcz zachęca do działalności, była
nie tylko liczna reprezentacja na zjeździe młodych "gniewnych",
ale też powierzenie funkcji jednego z wiceprezesów zaangażowanemu
w działalność organizacji 21-letniemu studentowi.
Ale rozbudowanie i wzmocnienie Związku od wewnątrz było zaledwie
jednym z warunków, jakie trzeba było spełnić, by wyprowadzić ZPL z
zafundowanego mu w 2000 roku kryzysu. Należało jeszcze odzyskać
szacunek i zaufanie władz i w Polsce, i na Litwie. Udało się i to.
Dziś już nikt nie podważa legalności ZPL, a władze obu krajów
widzą w nim poważnego partnera do rozmów. Nikt też nie zarzuca
dziś polskiej społeczności rozbicia czy skłócenia. Gdy istnieje
taka potrzeba, wszystkie polskie organizacje zlewają się w
monolit, są nie do pokonania. Nie potwierdził się też absurdalny
zarzut, że Akcja Wyborcza usiłuje przejąć kontrolę nad Związkiem
Polaków. Obie organizacje wspaniale się uzupełniają, współpracują,
wspierają się nawzajem, organizują wspólne akcje, w ważnych dla
społeczności polskiej kwestiach przemawiają jednym głosem. To robi
wrażenie, zarówno w kraju jak i w Macierzy a niekiedy budzi
irytację. Coraz częściej ze strony litewskich nacjonalistów, a
nawet mediów rozlegają głosy, że "Polacy znów rządzą w Wilnie i na
Wileńszczyźnie". Rządzą? Po prostu pilnują swoich interesów. A
Maciejkianiec? Siedzi w swoich okopach i sączy żółć. I niech
sączy. Po IX Zjeździe Związek Polaków zastosował wobec niego, moim
zdaniem słuszną, taktykę: "Maciejkianiec?... a któż to taki?...".
Władze Związku dostrzegają go tylko na rozprawach sądowych, poza
nimi ignorują rozlegające się z zagarniętej siedziby ZPL ujadanie.
O tym, że jest to dobry sposób świadczy fakt, iż ujadanie to jest
coraz bardziej desperackie i absurdalne.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni - zauważył ktoś mądry. Do
Związku Polaków na Litwie pasuje jak ulał.
http://www.polonia-polska.pl/index.php?id=p60526