Pod takim hasłem obradowała w kwietniu w Szczecinie
międzynarodowa konferencja naukowa zorganizowana przez
Uniwersytet Szczeciński /Ośrodek
Studiów i Badań Polonijnych, Instytut Socjologii i Psychologii
oraz Wydział Teologiczny/ i Europejską Unię Wspólnot
Polonijnych pod honorowym patronatem Prymasa Polski ks. kard.
Józefa Glempa.
Jej celem było ukazanie problemów duszpasterstwa polskiego
i polonijnego występujących dziś w krajach europejskich. Swoimi
doświadczeniami dzieliły się z uczestnikami zarówno osoby
duchowne jak i świeckie, naukowcy, działacze polonijni,
organizatorzy życia religijnego i jego uczestnicy. Dyskutowano
też o roli i znaczeniu kościoła katolickiego dla Polaków
żyjących na obczyźnie, sytuacji języka polskiego w kościele na
wschodzie i na zachodzie Europy oraz o jego roli w jednoczącej
się Europie i zmieniającej się polskiej diasporze.
Ciekawy referat nt.
Obecności Kościoła w życiu wspólnot i organizacji polskich poza
krajem
– wygłosiła Helena Miziniak z Londynu – prezydent Europejskiej
Unii Wspólnot Polonijnych. Jej zdaniem:
jedynym wspólnym elementem łączącym wszystkich Polaków,
niezależnie od miejsca zamieszkania i znajomości języka
polskiego jest przynależność i głębokie przywiązanie do kościoła
katolickiego. Każdy Polak, który z różnych powodów i w różnym
okresie czasu opuścił swoją ojczyznę, zabierał ze sobą w tę
długą i często bezpowrotną podróż swoją wiarę i religijność.
Pierwsze też kroki na obcej ziemi kierował zawsze do kościoła,
który go wspierał i pomagał w trudach dostosowania się do nowej
niełatwej rzeczywistości.
Kościół miał i ma ogromne znaczenie w życiu polskiej
diaspory. Wszystkie grupy polskiego wychodźstwa charakteryzuje
silne przywiązanie do tradycji polskiej kultury
chrześcijańskiej. W świetle tych wartości przeżywają oni
najczęściej własne życie oraz całej nowej społeczności, a nawet
życie całego narodu. Dlatego właśnie przeanalizowanie obecności
polskiego kościoła poza krajem jest tak bardzo ważnym elementem
w samym zrozumieniu życia wspólnot emigracyjnych.
Często widzi się w kościele tylko jego struktury
instytucjonalne. Maja one oczywiście bardzo duże znaczenie i
swoje miejsce w życiu kościoła. Kościół jest przecież instytucją
społeczną. Ma też formy organizacyjne, ale nie one przecież są
decydujące. Jego istotą jest ożywiający Duch Boży.
Ludzie przychodzą do polskiego kościoła bo czują bliski
związek z polskością, bo chcą mieć to przeżycie, które wynieśli
z domu. Chcą przecież w swoich rodzinach przyzwyczajać dzieci do
tych form, na których sami wyrośli. Można więc powiedzieć, że w
kościele uwidacznia się również i kwestia naszej polskości.
Nasza narodowa kultura jest przecież dziełem całego narodu,
którego większość stanowili zawsze ludzie żyjący wiarą.
Kościół jest wspólnotą. U początku każdej zorganizowanej
wspólnoty emigracyjnej jest parafia. Koniec istnienia wspólnoty
parafialnej oznacza też najczęściej koniec zorganizowanego życia
emigracyjnego. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w każdym
kraju sytuacja jest inna. I jest uzależniona od warunków i
charakteru osiedlenia, od przekroju społecznego emigrantów, od
przepisów prawnych, od warunków panujących w samym kraju
osiedlenia i wreszcie od stosunku kościoła lokalnego do polskich
emigrantów.
Duszpasterstwo emigrantów nigdy nie było sprawą oczywistą
ani łatwą. Choć nikt nigdy oficjalnie nie kwestionował zasady:
zbawienie człowieka jest najwyższym prawem, to jednak
duszpasterstwo emigracyjne wszędzie natrafiało na liczne
trudności wynikające z postaw kościołów lokalnych.
W każdym z krajów, w którym mieszkali polscy emigranci,
były różne warunki pracy duszpasterskiej. Dopiero Konstytucja
Apostolska z roku 1951 oraz instrukcje Stolicy Apostolskiej o
duszpasterstwie emigracyjnym wskazały w sposób pełny zadania
jakie kościół stawia przed duszpasterzami emigracyjnymi – a
więc: dobra znajomość języka ojczystego emigrantów oraz ich
mentalności religijnej i duchowej.
Wspomniane dokumenty kościelne jasno precyzują linię
kościoła powszechnego, nie tylko dla emigrantów, ale również i
dla tych, którzy mieszkali poza granicami swej ojczyzny na
skutek zmian granic. Dotyczyły więc także naszych rodaków ze
wschodu.
Po rozpadzie bowiem ZSRR, Polacy żyjący w różnych
niepodległych już krajach, uzyskali dla siebie zdecydowanie
korzystniejsze warunki prawne, jakich wcześniej, jako mniejszość
narodowa, nigdy tam nie posiadali. Warunki te były wynikiem
zawartych przez Polskę, w pierwszej połowie lat
dziewięćdziesiątych, traktatów o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej
współpracy.
Zdaniem Heleny Miziniak: biorąc pod uwagę bardzo różną
sytuację narodowościową i liczebnościową wiernych oraz używanie
przez nich języka ojczystego na wschodzie można stwierdzić
istnienie jakby trzech modeli duszpasterstwa. Pierwszy w
Federacji Rosyjskiej, drugi w republikach azjatyckich dawnego
ZSRR oraz trzeci – na Białorusi i Ukrainie.
W Federacji Rosyjskiej wierni katoliccy stanowią mozaikę
kilkunastu narodowości ze sporą grupą Polaków. W tej sytuacji,
jak twierdzą pracujący tam kapłani, językiem jednoczącym ich w
liturgii jest rosyjski, choć są i wyjątki – np. polska parafia w
Wierszynie na Syberii czy inne w większych ośrodkach miejskich
całej Rosji. Używanie jednak z konieczności języka rosyjskiego w
liturgii kryje w sobie pewien problem, który przez tamtejszych
duszpasterzy powinien być brany pod uwagę. Chodzi bowiem o
ludzi, którzy w swym ojczystym języku, w jego tradycyjnych
formach, wyrażają od lat swoją wiarę, którą zachowali w
najtrudniejszych okresach prześladowań religijnych. Nie będzie
też przesady w twierdzeniu, że głównie dzięki Polakom przetrwał
tam w podziemiu kościół katolicki i dzięki nim rozpoczęło się
tam odrodzenie religijne. Uważam, że ci ludzie nie mogą być
zostawieni sami sobie, nie mogą być ignorowani i odsuwani na
bok.
Należy więc szukać nowych rozwiązań, zapewniających
starszemu pokoleniu Polaków możliwość modlenia się w kościele po
polsku. Jeżeli na wschodzie język rosyjski stał się w liturgii
czynnikiem jedności zróżnicowanych narodowościowo wspólnot
parafialnych, to na Białorusi czy Ukrainie nie mógł spełnić
takiej roli. Szczególnie w życiu religijnym język polski był i
jest tam językiem ogromnej większości wiernych, którzy są do
niego ogromnie przywiązani. Widzą w nim bowiem znaki swej
duchowej i narodowej odrębności. A na przeżycia religijne i
przeżywanie liturgii w kościele wpływa obok języka wszystko to,
co ukształtowało psychikę człowieka, a więc jego
samoidentyfikacja narodowa i pochodzenie, przeszłość historyczną
i wreszcie język pierwszych odczuć religijnych.
W roku 1992 Związek Polaków na Białorusi sformułował
zasady dotyczące używania języka polskiego w kościele i
opublikował go w tygodniku “Głos znad Niemna”. Zasady te do dziś
nie straciły na swoim znaczeniu. Czytamy w nich bowiem: Na
Białorusi są Polacy. Mają oni prawo modlić się do Boga w swoim
języku ojczystym. Takie samo prawo do swego języka ojczystego w
kościele maja też i Białorusini. Prawo bowiem wyboru języka
należy wyłącznie do wiernych, a nie ludzi z zewnątrz. Powyższe
zasady powinny być respektowane przez kościół i państwo oraz
zainteresowane osoby i instytucje. Zasady te należy również
odnieść do Polaków żyjących na Ukrainie.
Na wschodzie można dziś bardzo często usłyszeć opinię,
że zadaniem kościoła nie jest podtrzymywanie świadomości
narodowej Polaków, gdyż powołane są do tego odpowiednie
organizacje polskie. To jest jednak tylko część prawdy. Należy
bowiem jednocześnie dodać, że zadaniem kościoła nie jest też
zmienianie świadomości jednej na drugą. Z napływających stale ze
wschodu informacji do Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych
wynika, że właśnie w tym kierunku zdecydowanie prowadzą zmiany w
liturgii na Białorusi i Ukrainie.
Istniejąca w tych krajach sytuacja, także w samej Rosji i
w niektórych krajach byłego ZSRR, napawa nas wielkim niepokojem.
Przedstawiciele tamtych środowisk na wszystkich zjazdach,
konferencjach czy spotkaniach regionalnych i polonijnych mówią
głośno, otwarcie i z bólem o wielkich trudnościach, iż polscy
księża zmuszani są do ograniczanie tego co polskie do minimum w
swej pracy duszpasterskiej. Są też jednak i tacy, co w swej
pracy duszpasterskiej sami, co jest jeszcze bardziej bolesne dla
tamtych środowisk, wybierają podobną drogę.
Oczywiście nie można tego generalizować. W krajach, o
których mówiłam pracuje wielu wspaniałych oddanych księży,
którzy niosąc słowo
Boże
łączą również ludzi i pomagają im realizować się w różnych
dziedzinach. W ciągu ostatnich kilkunastu lat udało się im nie
tylko odzyskać świątynie, ale je także odremontować i zbudować
wspólnoty religijne oraz stworzyć warunki do pracy oświatowej,
wydawniczej, kulturalnej czy wreszcie charytatywnej. Oby ich
światło promieniowało na tych, którzy tej drogi jeszcze nie
widzą.
Wychowując człowieka wiary kościół służy emigracji, bo
chroni ją przed wypaczeniem własnej postawy i błędnych założeń.
Przekazując zaś naukę objawioną uczy i czuwa, by te
hierarchiczne wartości nie zostały zniekształcone. W tym dopiero
kontekście hasło: Bóg, Honor i Ojczyzna nabierają właściwego
znaczenia.
Szczecińska konferencja poświęciła także wiele uwagi sytuacji
duszpasterstwa polonijnego we Francji
/o czym mówili m.in. ks. Henryk Szulborski, wicerektor PMK w
Paryżu i Barbara Płaszczyńska, prezes Federacji Polonii
Francuskiej, wieloletni członek Polskiej rady Duszpasterskiej
Europy Zachodniej/, Niemczech /referaty: dr Grażyny
Koszałka, red. Brygidy Gołębiowskiej, dr Marcina Idzińskiego,
mgr Andrzeja Strzeleckiego, mgr Aleksandra Zająca/, Białorusi
/ ks. Jana Puzyny/, Danii / ks. dr Władysława Zdunka i
ks. mgr Jana Zalewskiego/ czy wreszcie sprawom: tożsamości
Polaka i Europejczyka w aspekcie duszpasterskim /referat ks.
prof. dr hab. Zdzisława Kroplewskiego – dziekana wydziału
teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego/, światowemu
wymiarowi wpływów duszpasterstwa polskiego i jego europejskim
korzeniom /prof. dr Alicji Lewanderskiej-Quednau z
Bułgarii/ i wreszcie: roli polskiego i polonijnego
duszpasterstwa w jednoczącej się Europie – w aspektach
kulturowych, socjologicznych i prawnych /dr Marzeny A.
Wasilewskiej/.
Kwietniowe międzynarodowe spotkanie przebiegało w duchu
powagi. Odbywało się bowiem w okresie żałoby po śmierci
największego ze współczesnych nam Polaków – papieża Jana Pawła
II, zwanego już dziś Wielkim.
Obrady konferencyjne spotkały się również z wielkim
zainteresowaniem mediów. Jego uczestnicy podkreślali też mocno
potrzebę prowadzenia dalszych prac badawczych nad zagadnieniami
duszpasterstwa polonijnego przez wydziały humanistyczny i
teologiczny Uniwersytetu Szczecińskiego. Podjęli też decyzję o
zorganizowaniu za rok kolejnej konferencji dotyczącej sytuacji
duszpasterstwa polonijnego w jednoczącej się Europie.
Leszek Wątróbski